•July 28, 2008 • Leave a Comment

Po raz kolejny Jimmy wbił swoją pięść w cienką ściankę swojego kwadratowego boxu uczuciowego. Tym razem, ku zdziwieniu wzburzonego młodzieńca krwi nie było, a dziura w ścianie nie była aż tak głęboka. Nie zastanawiał się nad tym długo, obrócił się na średnio wygodnym, biurowym fotelu i skupił swój wzrok na stojącej przy wejściu kobiecie.

- Czego chcesz Faith?

- Chcę, byś był szczęśliwy.

- Nie wierzę Ci. Nie wierzę w Ciebie.

- Okaż trochę cierpliwości, proszę.

Jim odruchowo w zamyśleniu spojrzał w dół. Zauważył błoto na swoich butach.

- To Ty.

- Jak to ja?

- Zrozumiesz, jak je zmyjesz.

Faith odwróciła się i lekko zarzucając długimi, pofalowanymi blond włosami ruszyła pewnym krokiem w stronę swojego stanowiska. Jim podjechał na fotelu do swojego biurka. Czego ona chce. Nie rozumiem.

Na dłoni, którą wykorzystał do uwolnienia swojej frustracji, pojawił się mały krwiak. Czy tak to ma wyglądać? Kiedy ja przestanę? Kiedy krzywda mnie już nie dotknie? Nie rozumiem…

płatki zadowolenia

•March 24, 2008 • Leave a Comment

Była 10.04, poniedziałek. Lany poniedziałek. Za oknem padał śnieg pokrywając wszystko delikatną pierzyną, jak mama przykrywa swoje dziecko kładąc je do snu. W mieszkaniu było cicho, jedyne odgłosy dochodziły z zegarka, który tykał powolnie, jakby był we śnie, jak jego właściciel – tyk, tyyk, tyyyk. Janek przebudził się, z lekkim wysiłkiem otworzył oczy – najpierw prawe, po chwili lewe, za sprawą sklejonych powiek od nocnego potu. Otworzył usta i mlasnął parę razy krzywiąc się od nieświeżości z nich bijącej. Przez chwilę patrzył w sufit, myśląc o czym śnił. Powoli zaczął wracać do rzeczywistości, przypomniał sobie najpierw jaki jest dzień, następnie dotarły do niego sprawy, którymi musi się zająć, w końcu uświadomił sobie która jest godzina i że od ponad godziny powinien nie spać. Podniósł się, odkrył kołdrę. Zimne powietrze zniechęciło go do wstawania, ale nie miał wyjścia. Janek miał dziwne przyzwyczajenie wstawania dwiema nogami na raz, ogólnie nie był zabobonny, ale tu nie o to chodziło. Wstawanie dwiema nogami na raz było jego jedyną stałą czynnością, jedyną rzeczą, do której mógł się odnieść każdego dnia. Czasem zdawało mu się to głupie, ale jednak dodawało mu to siły przed kolejnym, nudnym, męczącym dniem. Wstał z wymuszonym uśmiechem, podszedł do okna i przetarł oczy. ‘Ych’ – pomyślał znów widząc śnieg. Miał już odejść od okna, ale coś mu nie pozwoliło. Śnieg. Wielkie płatki opadające lekko, wirujące jakby w rytm piosenki Louisa Armstronga – What a wonderfull world. Było w nich coś pięknego, magicznego. Janek stał tak przez chwilę, patrząc w transie na bajeczną paradę natury. W końcu ocknął się i zaczął iść w stronę łazienki z twarzą pełną uśmiechu, uśmiechu bez wymuszenia.

dreams come true, eventually… You just have to have some fucking luck,

•March 12, 2008 • Leave a Comment
zjadłem wszystkie smaki zrezygnowania
połaskotały mnie piórka rozkoszy
poczułem każdą postać zwątpienia
zaraziło mnie sztuczne szczęście
zrezygnowałem z fal pewności
szukałem siebie pośród gęstwiny nieznajomych
goniłem za nieznanym
i co teraz? kiedy już wiem.

Stwórz swoje życie.

•March 10, 2008 • Leave a Comment

Statek rozpaczy dotarł na miejsce. Wyładowany do pełna rozterkami kapitana zasypał wyspę odcieniami szarości. Przylądek zamienił się w pustą przestrzeń, sprawiającą smutek każdemu, kto go zobaczył. Z uszkodzonego kadłuba wylały się resztki kolorów znikając natychmiast pośród jeziora zadumy. Kapitan był zamyślony, nie widział co się dzieje. Zszedł z pokładu, małą szalupą dobił do brzegu. Pewnym krokiem zaczął iść w głąb wyspy, zostawiając po sobie jedynie ślady stóp w piasku. Szarość i beznadzieja pochłaniały coraz więcej. Kapitan tego nie widział, szedł dalej. . . Po pewnym czasie kolory istniały już tylko w kapitanie. Zgubił się. Wszystko wyglądało identycznie, bezpłciowo, pospolicie. Uświadomił sobie co się dzieje, pustka zaczęła ogarniać teraz i jego. Chciał zawrócić, cofnąć to co się stało. Było już za późno… Zamknął oczy, błagał o jeszcze jedną szansę. Ogarnęło go przeszywające zimno, bał się. Wydawało mu się, że w takiej sytuacji w ciągu ułamka sekundy przed oczyma ukaże mu się całe jego życie. Nie. On zobaczył tylko ostatnie, ważne jego momenty. Tylko one się liczyły. Nagle wszystko ucichło, poczuł lekki powiew ciepłego powietrza. Asekuracyjnie zaczął otwierać oczy. Rozejrzał się dookoła – widział tylko biel, a w rękach trzymał ołówek i gumkę. ‘Dostałem kolejną szansę!!!’ Krzyknął z entuzjazmem powoli tworząc swoje życie od nowa…

mad world

•March 6, 2008 • Leave a Comment

I find it kinda funny, I find it kinda sad,

the dreams in which I’m dying, are the best I’ve ever had

I find it hard to tell You, cause I find it hard to take,

the people runnin circles, it’s a very, very…

piękna myśl

•February 18, 2008 • 1 Comment

uciekła mi. szalona, młoda, czemu jej już nie mam…

mam na nią ochotę, była poukładana, logiczna…

teraz nic już nie wiem, gdzieś ją podziałem

zagubiłem się w poplątanym złożeniu mojej osoby.

nie chciałem tego przecież, ale się stało,

kolejny raz widzę siebie w całej okazałości.

nigdy od tego nie ucieknę.

kartki, karteczki

•February 12, 2008 • 2 Comments

małe i duże, pochłaniają mnie całego

ale dlaczego?! skoro macie pomóc, nauczyć

róbcie co należy

nie

yyyyyy, ło? jak to nie.

patrzę, widzę, nie rozumiem

litery się rozmywają, powtarzam, czytam, studiuję…

w końcu ułoży się to w logiczną całość, pewny jestem

ale dlaczego mam klawiaturę, a nie notatki w ręce?!?

hm…

•February 9, 2008 • Leave a Comment

potok myśli? nie nie…

lawina przemyśleń? to tez już było…

może ciąg myślowy? nie no nie…

aaaaaa, z resztą masakra, po prostu zbyt dużo dziś myśli, rozbieganych jak dzikie krowy na polanie pełnej grzybków halucynogennych. to w lewo, to w prawo, złapać ni jednej praktycznie nie mogę, tylko strzępy w ręce zostają, znów to samo. było już chyba co nie? coś sznurek czy kłębuszek, nieistotne. uśmiech. tak. powoli powracam, czy przedwcześnie wysuwam wnioski?

gorąc i nie tylko

•February 9, 2008 • Leave a Comment

Dzień przed zeszłą sobotą (jak popek ho), miłe jak dawno nie były doznania różne. W tym jak najbardziej wieczór u znajomych – i pięknie się urządzili, i fajnie im razem, tak to wygląda (bo ja też chciałbym cieszyć się wspólnym mieszkaniem i nadzwyczaj extra odczuciami z nią, że może dart, kanapa, łóżko, stolik, kolacja, film, wyjście, pralka? – no właśnie, co z tą pralką… etc etc…) wracając do (nie wiadomo gdzie, ale ja wiem) znajomych moich wspaniałych Majkela i Suziny – fajnie fajnie, cieszę się, że znów mam jak się z nimi częściej widzieć. Bo lubię ich w dick (w sensie bardzo, że ‘w chuj’ się mówi chyba, ale nie przystoi). A wracając do kolejnego punktu niewiadomej, to doznania niesamowite również gdzie indziej, co innego (ring ring ring, ring a bell?) Ale o tym nic tu. A rano (5 rano) pociąg osobowy, że do Krakowa jechał, bo ja też, i gorąco w dick (w sensie bardzo, że ‘w chuj’ się mówi chyba, ale nie przystoi) od siedzeń, niewygodne, ale są – najważniejsze. No i w szkole jestem, nauka hej ho, mam nadzieję, że zaliczę… i zaliczyłem 2/3, i potem lipa wielka bo głowa zbyt miękka się przekonała. Potem tylko żal i rozpacz, ale pokonane myśli złe. Cóż, notka sprzed tygodnia. Bo tu save i publish i mylą się przyciski czasem.

time, more time please.

•February 9, 2008 • Leave a Comment

mimo zewsząd idących ripost na temat mojego narzekania na brak czasu, nadal narzekam i nie ustaję w ciągłym mówieniu o jego braku. wydaje się czasem, że ten czas mam. ale ja potrzebuję chwili na uspokojenie się, wyciszenie, poukładanie myśli, by móc w spokoju ustawić się na swój, odpowiedni tor. tego mi właśnie brakuje… ten brak jest zapalnikiem w lawinie ciągłego stresu i niemożności samorealizacji… wiem wiem, robię z siebie ofiarę. taka prawda, tak funkcjonuję. ale wielkiego faka ślę wszystkim, którzy nie akceptują tego kim jestem. nie pasi? mój to problem nie jest. i nie mam zamiaru robić go swoim. wracając do sedna sprawy – jestem przytłoczony wszystkimi rzeczami jakie na moją głowę się staczają, chciałbym mieć już niektóre z nich za siobą, by powrócić do pewnego, uśmiechniętego, wiedzącego człowieka sprzed 1.5 miesiąca. po prostu chcę więcej czasu, proszę…