gorąc i nie tylko
Dzień przed zeszłą sobotą (jak popek ho), miłe jak dawno nie były doznania różne. W tym jak najbardziej wieczór u znajomych – i pięknie się urządzili, i fajnie im razem, tak to wygląda (bo ja też chciałbym cieszyć się wspólnym mieszkaniem i nadzwyczaj extra odczuciami z nią, że może dart, kanapa, łóżko, stolik, kolacja, film, wyjście, pralka? – no właśnie, co z tą pralką… etc etc…) wracając do (nie wiadomo gdzie, ale ja wiem) znajomych moich wspaniałych Majkela i Suziny – fajnie fajnie, cieszę się, że znów mam jak się z nimi częściej widzieć. Bo lubię ich w dick (w sensie bardzo, że ‘w chuj’ się mówi chyba, ale nie przystoi). A wracając do kolejnego punktu niewiadomej, to doznania niesamowite również gdzie indziej, co innego (ring ring ring, ring a bell?) Ale o tym nic tu. A rano (5 rano) pociąg osobowy, że do Krakowa jechał, bo ja też, i gorąco w dick (w sensie bardzo, że ‘w chuj’ się mówi chyba, ale nie przystoi) od siedzeń, niewygodne, ale są – najważniejsze. No i w szkole jestem, nauka hej ho, mam nadzieję, że zaliczę… i zaliczyłem 2/3, i potem lipa wielka bo głowa zbyt miękka się przekonała. Potem tylko żal i rozpacz, ale pokonane myśli złe. Cóż, notka sprzed tygodnia. Bo tu save i publish i mylą się przyciski czasem.

Leave a Reply