płatki zadowolenia

Była 10.04, poniedziałek. Lany poniedziałek. Za oknem padał śnieg pokrywając wszystko delikatną pierzyną, jak mama przykrywa swoje dziecko kładąc je do snu. W mieszkaniu było cicho, jedyne odgłosy dochodziły z zegarka, który tykał powolnie, jakby był we śnie, jak jego właściciel – tyk, tyyk, tyyyk. Janek przebudził się, z lekkim wysiłkiem otworzył oczy – najpierw prawe, po chwili lewe, za sprawą sklejonych powiek od nocnego potu. Otworzył usta i mlasnął parę razy krzywiąc się od nieświeżości z nich bijącej. Przez chwilę patrzył w sufit, myśląc o czym śnił. Powoli zaczął wracać do rzeczywistości, przypomniał sobie najpierw jaki jest dzień, następnie dotarły do niego sprawy, którymi musi się zająć, w końcu uświadomił sobie która jest godzina i że od ponad godziny powinien nie spać. Podniósł się, odkrył kołdrę. Zimne powietrze zniechęciło go do wstawania, ale nie miał wyjścia. Janek miał dziwne przyzwyczajenie wstawania dwiema nogami na raz, ogólnie nie był zabobonny, ale tu nie o to chodziło. Wstawanie dwiema nogami na raz było jego jedyną stałą czynnością, jedyną rzeczą, do której mógł się odnieść każdego dnia. Czasem zdawało mu się to głupie, ale jednak dodawało mu to siły przed kolejnym, nudnym, męczącym dniem. Wstał z wymuszonym uśmiechem, podszedł do okna i przetarł oczy. ‘Ych’ – pomyślał znów widząc śnieg. Miał już odejść od okna, ale coś mu nie pozwoliło. Śnieg. Wielkie płatki opadające lekko, wirujące jakby w rytm piosenki Louisa Armstronga – What a wonderfull world. Było w nich coś pięknego, magicznego. Janek stał tak przez chwilę, patrząc w transie na bajeczną paradę natury. W końcu ocknął się i zaczął iść w stronę łazienki z twarzą pełną uśmiechu, uśmiechu bez wymuszenia.

~ by calyja on March 24, 2008.

Leave a Reply