Po raz kolejny Jimmy wbił swoją pięść w cienką ściankę swojego kwadratowego boxu uczuciowego. Tym razem, ku zdziwieniu wzburzonego młodzieńca krwi nie było, a dziura w ścianie nie była aż tak głęboka. Nie zastanawiał się nad tym długo, obrócił się na średnio wygodnym, biurowym fotelu i skupił swój wzrok na stojącej przy wejściu kobiecie.

- Czego chcesz Faith?

- Chcę, byś był szczęśliwy.

- Nie wierzę Ci. Nie wierzę w Ciebie.

- Okaż trochę cierpliwości, proszę.

Jim odruchowo w zamyśleniu spojrzał w dół. Zauważył błoto na swoich butach.

- To Ty.

- Jak to ja?

- Zrozumiesz, jak je zmyjesz.

Faith odwróciła się i lekko zarzucając długimi, pofalowanymi blond włosami ruszyła pewnym krokiem w stronę swojego stanowiska. Jim podjechał na fotelu do swojego biurka. Czego ona chce. Nie rozumiem.

Na dłoni, którą wykorzystał do uwolnienia swojej frustracji, pojawił się mały krwiak. Czy tak to ma wyglądać? Kiedy ja przestanę? Kiedy krzywda mnie już nie dotknie? Nie rozumiem…

~ by calyja on July 28, 2008.

Leave a Reply